Jak znalazłem się w obecnej sytuacji

Jak znalazłem się w obecnej sytuacji ? To było piękne majowe popołudnie 2015 roku. Od wczesnych godzin rannych otrzymywałem od przyjaciół przypuszczalne wyniki wyborów prezydenckich w Polsce. Marzyłem o zwycięstwie Andrzeja Dudy w tych wyborach, bo wierzyłem że Jego zwycięstwo jest moją życiowa wygraną, wygraną zacierająca skutki i swoiste „koszty” mojej walki o własną godność i wolność.

W roku 2002 profilaktycznie dokonano na mnie mordu społecznego i publicznego. Oskarżono mnie o popełnienie 118 przestępstw, a aż 29 z nich miałem popełnić w różnych miejscach w Polsce będąc już tymczasowo aresztowany do fałszywie wytworzonych śledztw.
Gdy widziałem, że skład sędziowski jest „ustawiony” próbowałem pozbyć się takiego sędziego/sędziów używając do tego przepisów kodeksu postępowania karnego, a gdy te nie działały wstawałem na sali rozpraw mówiłem do sędziego „ty chuyu”, a następnie sam zawiadamiałem prokuratury o popełnionym przestępstwie. W każdym z takich przypadków nie trzeba było długo czekać dwa, trzy tygodnie i zarzuty były ogłaszane. Wówczas taki pokrzywdzony sędzia/prokurator musiał się z rozpoznawania sprawy lub jej prowadzenia na etapie postępowania przygotowawczego wyłączyć.
W taki oto sposób demontowałem układ ustanowiony dla zniszczenia mnie, a raczej doprowadzenia do sytuacji w wyniku której będę osobą skrajnie niewiarygodną.

Dlaczego ktoś podejmował takie zbiegi? Odpowiedź na to pytanie jest szalenie prosta.
Chodziło o to by Zbigniew Stonoga nie był w stanie zaszkodzić wielu ważnym ludziom z kręgów politycznych i administracyjnych swoją wiedzą i dokumentami jakie otrzymał na cel windykacji dłużników KFI Colloseum Józefa Jędrucha.

Polscy politycy i wysocy rangą funkcjonariusze państwowi otrzymywali od Jędrucha miliony łapówek za udzielanie kolejnych gwarancji państwowych za jego działalność gospodarczą.
Zamordowano mnie i nawet nie marzyłem, że nadarzy się okazja społecznego zmartwychwstania i odwetu…

Nadszedł rok 2015 w którym pozostawałem w publicznym sporze z Mariuszem Sokołowskim oraz Tomaszem Karolakiem.
W pewnym momencie kampanii prezydenckiej włączył się w nią właśnie znany aktor. To wówczas „prawa ręka” Andrzeja Dudy, Adam Kwiatkowski zaproponował mi włączenie się dla kontrastu w kampanię i obiecał w przypadku wygranej rychłe ułaskawienie poprzez zatarcie skazań (za zniewagi sędziów i prokuratorów oraz fakturę z 1999 roku za którą skazano mnie w 2015) to z kolei umożliwiłoby mi osobisty start w wyborach parlamentarnych i po wielu latach życiowej Golgoty powstać z niebytu społecznego.

Całymi latami, małymi kroczkami odbudowywałem swoje nazwisko i nadszedł czas by rozpocząć rozliczanie swoich oprawców.Pieniądze miałem własne na ten cel, a pierwszym etapem jego realizacji było wejście na rynek czasopism.

Postanowiłem więc dla własnego bezpieczeństwa i wzmocnienia prawdopodobieństwa sukcesu marketingowego a także biznesowego rozpocząć realizację tego planu z udziałem zwykłego człowieka w nadziei, że będą realizowały się dwa bieguny tego celu; pierwszy, że zwyczajni ludzie będą zarabiali sobie pieniądze, a drugi że ja będę zarabiał budując silny tytuł prasowy i tylko tym „zyskiem” byłem zainteresowany.

Gdy zatem pojawiła się szansa zatarcia moich skazań za przestępstwa które popełniłem ratując swoją wolność i rodzinę byłem najszczęśliwszym człowiekiem na Świecie, a radości dodawał fakt, że wspierałem przedstawiciela najbliższego mi ugrupowania politycznego tzn Prawa i Sprawiedliwości tak bardzo opluwanego i szydzonego przez narodowych faryzeuszy dla których krew Dziewięćdziesięciu Sześciu była mniej warta od gnojówki rozlewanej na polu.

Nie jest żadną tajemnicą i wiedzą od tym mieszkańcy kilku dużych miast w Polsce, że zawsze 10 kwietnia na ogrodzeniach moich firm i nośnikach reklamowych pojawiał się czarny napis PAMIĘTAMY 10.04.2010.

Czy można więc było marzyć o fajniejszym życiowym przypadku? Wybuchłem radością na wieść o zwycięstwie Andrzeja Dudy, a kilka dni później wszedłem świadomie w jeszcze jeden wielki deal z PiS-em.

Był 3 czerwca późnym popołudniem zadzwonił telefon to jedna z najbardziej znanych kobiet polskiej polityki poprosiła o spotkanie z ważnym politykiem ugrupowania Zbigniewa Ziobro.
Jacek jak to on nie owijał w bawełnę pomóż nam zniszczyć żydokomunistów z PO, a my nigdy Cię nie pozostawimy samemu sobie, zaraz po wyborach rozpoczniemy akcję nagłaśniania tego, co ci zrobili i zaczniesz Zbyszku żyć i oddychać pełną piersią. Pomożemy ci wytoczyć procesy odszkodowawcze za więzienie za nielegalne skazanie i skażemy winnych śmierci Twojej mamy.Nie zastanawiałem się ani sekundy.

Zreferował temat i zapowiedział, że zgłosi się do mnie fotoreporter „wolny strzelec” i zaproponuje kupno linków z aktami afery podsłuchowej. Dzień później tak się właśnie stało Jarek podjechał wieczorem i razem z kimś ode mnie pojechali do znanego dziennikarza SE gdzie otrzymali linki do chińskich serwerów z których ściągnęli pliki.
Nic się nie działo, co nie byłoby ze mną ustalone miałem czekać do zaprzysiężenia Andrzeja Dudy i czekałem do pewnego wieczoru…

Była jakaś dwudziesta gdy syn mojego przyjaciela zajmujący się na co dzień naprawą TIR-ów pod Radzyminem zadzwonił i zapytał czy składałem jakiś wniosek o ułaskawienie.(chłopak pojęcia nie ma o takich sprawach) Po kilkudziesięciu minutach był już u mnie w domu i opowiedział co „dziś” działo się w siedzibie PiS-u (wiedział to od członka rodziny swojej żony-osoby X zajmującej wysokie stanowisko w partii)

Po wysłuchaniu jego opowieści wiedziałem już, że z ułaskawienia nici, a to za sprawą żądania Jarosława Kaczyńskiego skierowanego do Andrzeja Dudy. Kaczyński uważał, że mogę odebrać PiS-owi kilka punktów w wyborach. Wiedziałem, że to już koniec, że mam kilkanaście nowych spraw karnych z którymi będę musiał się sam uporać.

Będąc przekonany o dostatecznym zabezpieczeniu spółek Gazeta Stonoga i Alkohole Stonoga w postaci dużego udziału kapitału społecznego nie dopuszczałem myśli, że ktoś dwoma czy trzema telefonami wymusi na Ruch S.A i Kolporter S.A działanie, które będzie uniemożliwiało wprost sprzedaż naszej gazety w kioskach (tysiące ludzi przysyłało zdjęcia obrazujące brak gazety w punktach sprzedaży lub brak jej promowania za które naliczano ponad 100.000 zł). Nie było sensu jej drukowania bo nikt mimo umów nie przesyłał jej do sprzedaży nie wspominając już o promocji. Podobnie było z piwem, mimo, że wyprodukowane we wskazanym browarze dla jednej z sieci nagle przestało ją interesować.

Wyrejestrowywanie zarejestrowanych list w okręgach wyborczych i wynik samych wyborów były gwoździem do trumny, a późniejsze działanie inwestorów obu spółek, którzy jeszcze kilka miesięcy wcześniej deklarowali, że są ze mną w tym biznesie by zmieniać Polskę był zakopywaniem mnie żywcem w grobie wykopanym przez Adama Kwiatkowskiego, Andrzeja Dudę Jacka Kurskiego i Jarosława Kaczyńskiego.

Na drewniany krzyżyk na moim grobie wybrano sobie jedną ze spraw w której wcześniej byłem uniewinniony wiele lat temu bo 29.12.2011 r. wyrok wzruszono i jednego dnia przywrócono prokuraturze termin do wniesienia środka odwoławczego a za trzy kolejne dni wyznaczono termin rozprawy apelacyjnej podczas której bez choćby okrojonego postępowania dowodowego zmieniono nie winę na winę. Pobiegłem więc z dwoma bezwzględnymi przesłankami kasacyjnymi do Sądu Najwyższego i sprawę na przed sądzie skierowano na rozprawę, co oznaczało, że kwestia uchylenia wyroku skazującego jest tylko formalnością, ale 13 kwietnia 2016 roku Sad Najwyższy zaprosił mnie na rozprawę kasacyjną by powiedzieć, że moi obrońcy popełnili rażące błędy w sporządzonych skargach kasacyjnych – takie błędy których Sąd Najwyższy z urzędu sprostować nie może i co w konsekwencji uniemożliwia wzięcie pod uwagę oczywistych przesłanek które z całą pewnością ległyby u podstaw uchylenia zaskarżonego wyroku.

Już na korytarzu mimo wielu stojących policjantów wyraziłem swoje niezadowolenie jednemu z obrońców. Wiem, że nos leczy do dzisiaj lecz sprawy dotąd nie założył.
No cóż przegrałem wszystko, całe swoje życie bo wierzcie mi można niemieć niczego mając wszystko. Nie mając wolności i nazwiska traci się swoją tożsamość i pozostaje tylko położyć się do trumny czekając na śmierć organizmu, bo cały ja umarłem 24 maja 2015 roku. Zabiła mnie miłość do Polski i pragnienie wolności.

Nie wyjechałem z kraju by uciec przed więzieniem.Wyjechałem na urlop mając w nosie wezwanie do odbycia kary. Wyjechałem by mieć czas nad zastanowieniem się w jaki sposób zniszczyć życie Andrzejowi Dudzie, Adamowi Kwiatkowskiemu, Jackowi Kurskiemu i Jarosławowi Kaczyńskiemu-Tym, którzy mnie zabili.

Oceń post

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zbigniew Stonoga

Zbigniew Stonoga

Polski przedsiębiorca i biznesmen, videobloger, działacz społeczny i polityczny. Asystent posłanki Samoobrony Wandy Łyżwińskiej i doradca Andrzeja Leppera. Odpowiedzialny za publikację akt śledztwa w sprawie afery podsłuchowej w Polsce.

Podobne wpisy